Są ludzie, którzy stracili dom. Są ludzie, którzy stracili majątek. Są ludzie, którzy stracili miłość. Marcin stracił 13 lat życia. Nie wszystkie pamięta. Nie pamięta wielu rozmów. Nie pamięta wielu dni. Nie pamięta części własnej młodości. O niektórych wydarzeniach przypominają mu dopiero zdjęcia albo opowieści najbliższych. Na wielu fotografiach z tamtego okresu jest z piwem albo butelką. Dziś patrzy na te zdjęcia inaczej. Od 15 lat nie pije. Ale zanim przestał, przez wiele lat był przekonany, że właśnie tak wygląda życie.
„Myślałem, że tak ma być”
To zdanie Marcina wraca w jego historii, jak refren. Nie uważał wtedy, że jego życie wymaga ratunku. Przeciwnie. Alkohol początkowo dawał mu coś, czego bardzo potrzebował. Był nieśmiałym, zamkniętym w sobie chłopakiem. W dzieciństwie przeżył odejście ojca. Miał około 14–15 lat, kiedy ojciec wyszedł z domu i już nie wrócił.
— „Świat mi się zawalił” — wspomina.
Później pojawił się alkohol. I nagle chłopak, który wcześniej się jąkał i miał problemy z kontaktami z ludźmi, czuł się kimś innym.
— „Alkohol sprawił, że zacząłem być kimś. Dodał mi odwagi” — opowiada Marcin.
Przestawał się jąkać. Łatwiej rozmawiał z ludźmi. Był odważniejszy wobec dziewczyn. Miał wrażenie, że może wszystko. Wstyd, lęk i strach znikały. Przynajmniej na chwilę. Alkohol nie wszedł więc do jego życia z napisem „zniszczę ci życie”. Na początku przyszedł z obietnicą. Że będzie łatwiej. Że będzie odważniej. Że będzie lepiej. I właśnie dlatego tak trudno było zauważyć moment, w którym przestał być rozwiązaniem, a zaczął być problemem.
Największym kłamstwem było to, że nie pił
Marcin mówi o uzależnieniu bez próby wybielania siebie. Nie przedstawia się jako ofiary. Opowiada o kłamstwach, manipulowaniu najbliższymi i o tym, jak człowiek może przez długi czas przekonywać nie tylko innych, ale przede wszystkim samego siebie, że wszystko jest w porządku.
— „Największym kłamstwem u mnie to było to, że nie piłem”.
Kiedy ktoś mówił mu, że jest pijany, zaprzeczał. Tłumaczył. Wymyślał powody. W pewnym momencie jego życie zaczęło kręcić się wokół jednej rzeczy. Alkoholu. Gdzie zdobyć. Z kim wypić. Gdzie się schować. Jak ukryć to przed bliskimi. Jak przekonać ich, że problem nie istnieje.
— „Alkoholik sam siebie oszukuje najbardziej” — mówi dziś. I dodaje, że jemu również wydawało się, że nikt nie widzi. Widzieli wszyscy.
Dzień, w którym błagał matkę o piwo
Styczeń 2011 roku. To był koniec. Ale wtedy Marcin jeszcze nie wiedział, że właśnie kończy się pewien rozdział jego życia. Przez długi czas alkohol był dla niego czymś, o co potrafił zadbać sam. Pod koniec picia sytuacja się zmieniła. Po całym dniu picia został zawieziony przez matkę i dziewczynę na detoks. Nie został wtedy przyjęty, ponieważ był jeszcze pod wpływem alkoholu. Miał wrócić rano. Wieczorem zaczęło go „puszczać”. Wtedy pojawiło się drżenie. Wymioty. Brak apetytu. Nie był w stanie normalnie funkcjonować. Nie potrafił nawet napić się herbaty obiema rękami. Wiedział jednak, co — według jego ówczesnego doświadczenia — przyniesie chwilową ulgę. Alkohol.
— „Proszę, dajcie mi chociaż jedno piwo”.
To był moment, który zapamiętał jako swoje dno. Człowiek, który jeszcze niedawno funkcjonował w świecie pracy, relacji i codziennych obowiązków, klęczał i prosił o alkohol. Miał 30 lat. Następnego dnia trafił na detoks.
Za szybą zobaczył swoje możliwe jutro
Marcin bardzo dokładnie pamięta pierwszy dzień na oddziale. Zapach. Pielęgniarkę. Rzeczy, które zabrano mu przy przyjęciu. Maszynki do golenia. Sznurowadła. Drobiazgi, które nagle przestały być jego własnością. Później zobaczył człowieka przypiętego pasami do łóżka. Patrzył na niego przez szybę. Człowiek krzyczał, że się pali. Marcin nie potrafił zapomnieć tego widoku. Ale jeszcze bardziej zapamiętał coś innego. Drzwi. Za nimi jego mama i dziewczyna. Obie płakały. On został po drugiej stronie. I wtedy po raz pierwszy naprawdę zobaczył, dokąd zaprowadziło go picie.
— „Uświadomiłem sobie wtedy, co ja robię ze swoim życiem. Przecież nie powinienem tu być w ogóle. Mam 30 lat”.
Mówi, że czuł się wtedy jak „ostatnia szmata”. Nie wiedział jeszcze, czy chce przestać pić. Ale się bał. I właśnie ten strach stał się początkiem zmiany.
„Myślałem, że pójdę i mnie wyleczą”
Po detoksie przyszła terapia. Marcin spędził na niej sześć tygodni. Tam po raz pierwszy usłyszał i naprawdę przyjął do siebie, że ma problem z alkoholem. To nie było dla niego łatwe. Przez lata miał własne określenia na picie. Był smakoszem. Degustatorem. Człowiekiem, który „nie musi”. Myślał, że terapia będzie czymś w rodzaju naprawy. Pójdzie. Zostanie wyleczony. Wróci. I będzie mógł pić jak inni.
— „Myślałem, że pójdę i mnie wyleczą. Będę mógł sobie pić tak jak inni, czyli mógłbym pić kontrolowanie”.
Na terapii zrozumiał coś, czego wcześniej nie chciał przyjąć. Nie chodziło o nauczenie się kontrolowania alkoholu. Chodziło o zmianę życia.
Najtrudniejsze nie było wyjście z terapii. Najtrudniejszy był powrót do świata
Po sześciu tygodniach Marcin opuścił terapię. I zamiast ulgi pojawił się strach. W ośrodku miał terapeutów, ciszę i poczucie bezpieczeństwa. Po wyjściu musiał wrócić do swojego miasta. Do sklepów. Do pracy. Do ludzi. Do codzienności. Bał się nawet sam wejść do sklepu. Przez pewien czas dziewczyna zawoziła go do pracy i odbierała. Musiał uczyć się zwyczajnego życia od początku. To jeden z najmniej oczywistych elementów jego historii. Bo zakończenie picia nie oznaczało automatycznie, że wszystko stało się łatwe. Dla Marcina dopiero wtedy zaczęła się praca nad tym, jak żyć bez alkoholu.
Alkoholizm dotknął nie tylko jego
Dziś Marcin mówi o tym wprost: przez lata jego picie niszczyło również życie najbliższych. Jego dziewczyna — dziś żona — widziała jego kłamstwa, powroty do domu po alkoholu i kolejne obietnice, że tym razem będzie inaczej. Czasami wierzyła. Czasami próbowała go powstrzymać. Czasami przynosiła mu alkohol, bo wierzyła, że w ten sposób pomoże. Marcin po latach nazywa część tych mechanizmów współuzależnieniem, ale przede wszystkim mówi o jednym: o tym, jak bardzo jego picie dotykało innych ludzi.
— „Najbliższe osoby cierpią najbardziej”.
Jednocześnie przyznaje coś, co może być trudne do usłyszenia dla wielu rodzin osób uzależnionych. Nie można przeżyć trzeźwości za drugiego człowieka. Nie można zmusić go do wewnętrznej decyzji. Można pomóc. Można postawić granice. Można szukać wsparcia. Ale nie można wykonać za niego całej pracy.
Posłuchaj całej rozmowy z Marcinem w podcaście „Dobrze Tu Być”
„Myślałem, że tak wygląda życie” — Marcin przez 13 lat żył w przekonaniu, że alkohol jest częścią normalnego życia. Dziś od 15 lat nie pije. W podcaście „Dobrze Tu Być” opowiada o uzależnieniu, detoksie, terapii, Anonimowych Alkoholikach, rodzinie i życiu, które odzyskał.
Posłuchaj odcinka podcastu „Dobrze Tu Być”: https://youtu.be/_5wbJG4EYmg
„Trzymajmy się razem”
Kiedy Marcin mówi o swojej żonie, zmienia się ton jego głosu. Po latach nie wspomina przede wszystkim awantur. Pamięta wsparcie. Pamięta, że nie został sam. Pamięta też jedno zdanie.
— „Trzymajmy się razem”.
Dziś, po latach, właśnie te słowa chciałby jej powiedzieć. To ona była jedną z osób, które zawiozły go na detoks. To ona zawiozła go na pierwsze spotkanie Anonimowych Alkoholików. I to ona do dziś potrafi zauważyć, kiedy z Marcinem dzieje się coś niedobrego. Bo 15 lat trzeźwości nie oznacza dla niego życia bez trudnych dni. Czasami nadal ma gorszy moment. Czasami mówi, że najłatwiejszym rozwiązaniem byłoby pójście na picie. Różnica polega na tym, że dziś wie, co wtedy zrobić:
-
Może zadzwonić.
-
Może porozmawiać.
-
Może pójść na spotkanie.
-
Nie zostaje sam ze swoimi emocjami.
Jego córka nigdy nie widziała go pijanego
To jeden z najbardziej poruszających fragmentów tej historii. Marcin opowiada o swojej córce. Nigdy nie widziała go pijanego. Kiedy miała około dwóch lat, w telewizji pojawiła się reklama piwa. Dziewczynka spojrzała na ekran i powiedziała:
— „Tata nie lubi piwa”.
Marcin pamięta swoje zdziwienie. Skąd wiedziała? Nikt jej tego przecież nie powiedział. Dla niego to wspomnienie stało się dowodem na coś jeszcze. Że dzieci widzą więcej, niż dorośli czasami chcą przyznać. I że jego trzeźwość nie jest tylko jego prywatną sprawą.
Co daje mu dziś 15 lat trzeźwości?
Marcin nie mówi o spektakularnym sukcesie. Nie opowiada o życiu na czerwonym dywanie. Mówi o wolności.
— „Dziś jestem wolny od alkoholu. Ja wiem, że on jest, ale ja dziś wiem, kim jestem”.
Ma żonę. Ma córkę, która nie zna go jako pijanego ojca. Ma ludzi, do których może zadzwonić. Ma spotkania AA. Ma świadomość własnych emocji. I ma coś, czego przez lata nie miał. Wybór.
— „To jest całkiem inne życie. Świadome przede wszystkim”.
Nie tęskni za tamtym życiem. Za ani jednym dniem.
Czy można pomóc alkoholikowi, który nie chce pomocy?
To jedno z pytań, które najczęściej pojawia się w rodzinach osób pijących. Marcin odpowiada z perspektywy własnego doświadczenia, ale jego odpowiedź nie jest receptą dla każdej sytuacji.
— „Jeżeli ja, Marcin alkoholik, będę chciał pić, to nikt nie jest w stanie nic zrobić”.
W jego historii przełom przyszedł wtedy, kiedy sam zaczął dostrzegać konsekwencje swojego picia. Nie stało się to od razu. Najpierw było zaprzeczanie. Później strach. Później detoks. Terapia. AA. I wiele kolejnych dni pracy nad sobą. Dlatego w przypadku uzależnienia nie warto opierać się wyłącznie na doświadczeniu jednej osoby. Osoba uzależniona i jej bliscy mogą potrzebować profesjonalnej pomocy oraz indywidualnie dobranego wsparcia.
Najbardziej oszukany był nie świat. Był nim sam Marcin
Kiedyś Marcin uważał, że potrafi wszystkich oszukać. Dziś widzi, że przede wszystkim oszukiwał siebie. Przekonywał siebie, że kontroluje sytuację. Że może przestać. Że pije tak jak inni. Że problemu nie ma. Że jutro będzie inaczej. To właśnie dlatego jedno z najważniejszych zdań, które dziś kieruje do innych, brzmi: „Reagujcie zawczasu”.
Bo Marcin wie, ile może kosztować odkładanie decyzji. Mówi, że przez alkohol nie pamięta około dziesięciu lat swojego życia. Na zdjęciach widzi człowieka, którym wtedy był. Z opowieści żony dowiaduje się, co robił. Ale tych lat nie może już odzyskać.
„Największą rzeczą, która nas blokuje, jest nasz własny strach”
Kiedy Marcin patrzy dziś na siebie sprzed 15 lat, nie mówi o bohaterstwie. Mówi o strachu. Bał się detoksu. Bał się terapii. Bał się powiedzieć na głos, że jest alkoholikiem. Bał się wrócić do miasta. Bał się zwyczajnego życia bez alkoholu. A jednak właśnie za tym strachem czekało życie, którego wcześniej nie znał.
— „Największą rzeczą, która nas blokuje, to jest nasz własny strach”.
Po 15 latach nie mówi, że wszystko było łatwe. Mówi coś prostszego:
— „Opłaciło się”.
„Warto żyć”
Historia Marcina nie jest historią człowieka, który odzyskał trzynaście utraconych lat. Tego zrobić się nie da. Nie odzyska rozmów, których nie pamięta. Nie odzyska dni. Nie odzyska części młodości. Nie zmieni zdjęć, na których alkohol był stałym elementem jego życia. Może jednak zrobić coś innego. Może sprawić, żeby kolejne lata wyglądały inaczej. Dziś mówi:
— „Warto żyć, bo życie jest najcenniejszym darem”.
I właśnie dlatego jego historia nie jest wyłącznie historią o alkoholu. Jest historią o tym, jak człowiek może przez lata przyzwyczaić się do życia, którego wcale nie chce. O tym, jak łatwo pomylić ulgę ze szczęściem. O tym, jak długo można powtarzać sobie, że wszystko jest w porządku. I o tym, że czasami najważniejsze zdanie nie brzmi: „Od jutra zmieniam całe swoje życie”. Czasami brzmi znacznie prościej: „Potrzebuję pomocy”.
Cała rozmowa jest dostępna w podcaście „Dobrze Tu Być”. To ponad 50 minut szczerej rozmowy o uzależnieniu, wstydzie, rodzinie, trzeźwości i odzyskiwaniu własnego życia. Posłuchaj rozmowy z Marcinem na YouTube lub Spotify.
„Ja, Marcin. Alkoholik. Dzisiaj nie piję”
Jutro rano miliony ludzi staną przed lustrem. Ktoś poprawi włosy. Ktoś sprawdzi zmarszczki. Ktoś pomyśli o pracy. Ktoś westchnie. Marcin też stanie przed lustrem. I powie: „Ja, Marcin. Alkoholik. Dzisiaj nie piję”. Nie mówi: „Nigdy więcej”. Nie obiecuje sobie całego życia. Mówi o dzisiaj. Bo być może właśnie tak wygląda jego największa zmiana. Kiedyś alkohol decydował za niego. Dziś decyzję podejmuje on.
Historia Marcina nie jest instrukcją leczenia uzależnienia i nie zastępuje profesjonalnej pomocy. Jest opowieścią o jego osobistym doświadczeniu uzależnienia od alkoholu, terapii i 15 latach trzeźwości. Jeżeli podczas lektury pojawiła się myśl: „To przecież o mnie”, nie warto jej ignorować. Rozmowa z lekarzem, terapeutą uzależnień lub innym specjalistą może być pierwszym krokiem do uzyskania właściwego wsparcia. Bliscy osób uzależnionych również mogą szukać pomocy dla siebie. Człowieka można odzyskać. Czasu nie.
Autorka: Renata Zielezińska, prowadząca podcast „Dobrze Tu Być”



